piątek, 4 stycznia 2013

Saku-satanista



Wysiadłam z mojej limuzyny. Bardziej przypominała ten samochód, z zakładów pogrzebowych, ale ok. Zerknęłam na budynek, który przez najbliższe 2 lata będzie moim domem.
-Kochanie-usłyszałam z samochodu głos mojej mamy.
-Co?
-Poradzisz sobie? Takari zaniósł już twoje rzeczy do nowego pokoju.
-Jestem dużą dziewczynką, dam radę. Do zobaczenia w wakacje- rzuciłam oschle.
         Poprawiłam pieszczochę i weszłam do szkoły, zerknęłam na tablice informacyjną i ruszyłam na drugie piętro do sekretariatu. Ach, zawsze o tym marzyłam. Szkoła dla snobów. Stary budynek, pełno rzeźb, obrazów i dyplomy idealnych uczniów. Dziękuję Ci mamo, lepiej nie mogłaś trafić. Zapukałam w wielkie drewniane drzwi. Usłyszałam miły.. przemiły głos sekretarki. Weszłam.
-O Sakura-chan.
Kobieta była krótko ściętą brunetką. Wyglądała dość przyjaźnie, a może tylko udawała.. albo się bała. W końcu wyglądam trochę jak satanista.W sumie nie pomyliłaby się.
-Dzień dobry- mruknęłam.- dostanę plan lekcji i klucze do pokoju ?
-Tak oczywiście. Zaraz pani dyrektor odprowadzi Cię na lekcję.
-Po co ta fatyga?
-Jesteś naszym uczniem. Każdego tutaj traktujemy wyjątkowo.
-Super.
Z pokoju obok wyszła babka z wieeeelkimi cyckami. Pierwsza myśl- o kurwa. Bieganie to musi być nie przyjemne.
-Witaj Sakura, jestem Tsunade. Oprócz funkcji dyrektora opiekuję się internatem. Jakbyś miała jakieś pytania, lub skargi zawsze możesz do mnie przyjść
-Jasne, możemy już iść?
Popatrzyła na mnie oschle. Kocham demotywować ludzi. Uśmiechnęłam się po nosem.
Wielki cyc poprowadził mnie labiryntem korytarzy pod salę, gdzie miała lekcję moja nowa klasa.
-A więc witamy w naszym liceum im. Hashiramy. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna.
-Ja też- wymusiłam uśmiech.
Weszłyśmy do klasy. Zapadła cisza.
-Ohayo młodzieży. Chciałabym Wam przedstawić nową uczennice.
Wskazała na mnie i powiedziała parę słów.
-No Kurenai- zwróciła się teraz do nauczycielki- zostawiam ją Tobie.
Stałam na środku klasy jak jakiś debil patrząc na wszystkich. Typa było około 15 same pokemony i pedały. Hueh, będzie co hejtować.
-Powiedz nam coś o sobie- zachęciła mnie nauczycielka
-Wszystko, co powinniście wiedzieć, już wiecie.
Nauczycielka nie dała za wygraną.
-Może coś o twoich zainteresowaniach.
-Ślepa jesteś? Chyba widać, że moją miłością jest metal i jedzenie kotów.
Zmierzyła mnie. Moje 30-dziurkowe glany z klamrami. Spodnie z łańcuchami i koszulkę, z której wyłaniał się kościotrup. Na ręku 6-rzędowa pieszczocha z kolcami. Miałam czarne długie włosy. Byłam blada, oczy zawsze mocno podkreślone, a usta czerwone.
-Dobrze-powiedziała cicho zbita z tropu- zajmij wolne miejsce.
Rozejrzałam się. No nie było tak źle. Długie czarne włosy. Ubrany na czarno. Zajęłam miejsce. Ciągle czułam na sobie jego spojrzenie. Przeszyłam go wzrokiem. Zobaczyłam wyciągniętą rękę w moim kierunku. Uścisnęłam ją. Zobaczyłam glany na jego nogach i uśmiechnęłam się lekko.
         Siedziałam w swoim nowym pokoju. Wiem, że można tu robić przemeblowania i zmieniać kolory ścian. Aktualnie wszystko było różowo-fioletowo- czarne. Były tu dwa łóżka, wiedziałam że nie będę sama. Na szczęście pokój był duży. Był urządzony symetrycznie. Bo dwóch stronach pokoju było tak samo: łóżko, obok szafa i biurko. Przy ścianie, gdzie były drzwi, znajdowało się wejście do łazienki. A naprzeciwko trzy spore okna i stół z czterema krzesłami. Usłyszałam kroki i po chwili ktoś wszedł do pokoju.
Dziewczyna, blond długie włosy. Wielkie cycki. Ubrana na fioletowo, kiwała się na czerwonych szpilkach. Podeszła do mnie ze sztucznym uśmiechem.
-Jaaaaak się cieeeszę, że będziemy raazem mieszkać. Nazywam się Ino- przysiadła się do mnie.
-Widziałam jak Sasuke się na Ciebie patrzył, kochaanie, spodobałaś mu się. Tylko uważaj, bo wszystkie laski się w nim bujają. Będziesz miała sporą konkurencję. Tobie też się spodobał, prawda kochanie- uśmiech nie schodził z jej twarzy a duże niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot
Patrzyłam na nią jak na idiotkę. A ona gadała, gaadałaa i gaaadałaa przedłużając wszystkie możliwe samogłoski. Szatanie, z kim ja mieszkam. Zabij ją. Modliłam się przez chwilę. A jej monolog odbijał się echem.
-Zamknij się w końcu- mruknęłam.
-A kochanie, co się stało?
-Wkurwiasz mnie.
-Ale ja chciałam się z tobą zaprzyjaźnić..
-Mam już swoich przyjaciół, tu chcę tylko przetrwać.
Zamknęła się. Ciszę po chwili przerwała grupka ludzi, którzy wpadli do pokoju. Dwie dziewczyny i czterech chłopaków. Lucek, kurwa dlaczego stawiasz takich ludzi na mojej drodze. Jedna blondynka z dziwnym czymś na głowie. Kto normalny czesze się w cztery kucyki? Miała na sobie krótkie jeansowe spodenki różową bluzkę i koszulę w kratę zawiązaną w pasie. Przedstawiła mi się jako Temari. Następna laska miała długie ciemne włosy i wielki cycki. Ubrana w krótką kieckę. Uśmiechała się i nieśmiało patrzyła w moją stronę. Trzymała za rękę pedalskiego skejcika. Ten uśmiechnął się do mnie i poinformował mnie, że nazywa się Naruto. Kurwa, kto normalny daje dziecku na imię, nazwę potrawy? Brunet w kucyku ubrany na czarno przysiadł się do Ino obejmując ja w pasie i całując w policzek. Podał mi rękę z uśmiechem i przedstawił się jako Shikamaru. Ostatni, który stał przy Temari miał brązowe włosy był krótko ścięty i miał dziwne paski na mordzie. Wyglądał jak debil, w sumie było widać, że normalny to on nie jest. Przedstawił się jako Kiba i waliło od niego psem. Wśród chłopaków był jeszcze ten cały Sasuke. Wydał się najnormalniejszy z całego towarzystwa. Parsknęłam śmiechem, bo zrobiło mi się go szkoda. Wiem, dziwny odruch, ale tak już mam. Siedziałam jak głupia. W ogóle ta sytuacja niszczyła mnie wewnętrznie. Banda debili czeka aż coś powiem.
-Skąd jesteś?- zapytał w końcu Kiba.
-Z Sapporo- odparłam obojętnie.
-Serio?
-Nie, kłamałam- wyrwało mi się.
Chłopak parsknął śmiechem.
-Gdzie jeeeest Sappoooro ?- wtrąciła się Ino
-Na Hokkaido, kochanie- odpowiedział Shikamaru.
-Łoooo, co Cię sprooowadza do Toookio?
Popatrzyłam na nią krzywo.
-Ambicje mojej rodzicielki- odpowiedziałam krótko.
Zapadła niezręczna cisza. Którą przerwał ten pedał gadką o ich sprawach. Po długich i dziwnych 15-stu minutach wszyscy wyszli i został.. Sasuke. No tak, biedny musi się czuć forever alone z tamtą grupką. Nie wiem dlaczego, ale czułam że mogę go polubić. Pewnie dlatego, że nie był skejcikiem i miał glany.
Stał na środku pokoju jak jakiś debil. Postanowiłam przerwać to niezręczne gapienie się na siebie.
-Jak ty z nimi wytrzymujesz? Zwłaszcza z tą blond- Ino?
-Można się przyzwyczaić- przysiadł się obok mnie.
-I ja mam z nią mieszkać..
-Dasz radę. Chociaż jest głupia, ale z drugiej strony kochana.
Parsknęłam śmiechem.
-Nie wierzysz mi, co nie?
-Nieee, no co ty. Pozwolisz, że się rozpakuję?
-Czy to aluzja?
Pokręciłam głową.
-Jak chcesz, to zostań.
Pod ścianą stało 5 wielkich walizek i pokrowiec na mojego skarbka- Rukiego. Tak moja gitara odziedziczyła imię mojego męża.
-Możesz mi pomóc, jest chcesz.
Chłopak się uśmiechnął i poszedł do walizek.
-Dobra w tej tutaj są glany- wskazałam na jedną z nich.
-Matko, ile ty ich masz?
-8 par
Byłam dumna z mojej kolekcji. Każdy but miał swoje imię. Kochałam je. Moje ulubione to Hakai i Schin [zniszczenie i śmierć] 30 dziurek, z łańcuchami i klamrami, na których były kolce. Noszę je tylko na specjalne okazję.
-Wypakuj je na dno szafy. Od największych do najmniejszych i równo.
 Zajęło nam to tylko, aż godzinę. Kocham mieć porządek w szafie. Ciuchy gotyckie po jednej stronie. Koszulki z zespołami na jednej stercie i czachami etc na drugiej. Spodnie i spódniczki osobno. Łańcuchy jeden przy drugim i stos pieszczoch i karwasz. Patrząc na moją szafę, boję się zajrzeć do szafy mojej współlokatorki.
-Grasz na gitarze?- z zamyśleń wyrwał mnie Sasuke.
-Nie, zabijam nią koty.
Parsknął śmiechem.
-Od kiedy?
-Jakieś 5 lat. Moja pierwsza pasja.
Chłopak wyciągnął gitarę z pokrowca. Skrzywiłam się.
-Co?
-Ostroożnie, nawet sobie nie wyobrażasz, ile ona dla mnie znaczy.
-Wiem, wiem. Każdy gitarzysta tak ma. Moja Yuki jest traktowana lepiej, niż moja była.
-Skąd ja to znam- mruknęłam.
-Jaki to model ?- chłopak zaczął ją obracać.
Wyrwałam mu ją i zaczęłam głaskać po gryfie.
-   U-01”HELLION”, zrobiony na zamówienie.
Przytuliłam ją i schowałam z powrotem.
-Denerwujesz go.
Chłopak się zaśmiał.
-Dlaczego twoja gitara jest rodzaju męskiego?
-No chyba nie jestem lesbijką. Chociaż może..- posłałam chłopakowi zadziorny uśmieszek.
-Lubię lesbijki- uśmiechnął się szeroko.
-A ja gejów.
-Fuuuu
Rzuciłam w niego poduszką.
-Nie mów tak, oni są słodcy.
-Zboczeniec-odrzucił poduszkę w moją stronę.
-A kto właśnie powiedział że lubi lesbijki ?!
-To co innego!
-Ta? A na czym polega różnica? To jest zwykła dyskryminacja.
-Różnica jest taka że.. lesbijki się fajniej ogląda.
-Kwestia gustu.
-To jest już potwierdzone.
-No tak, co dwie pary cycków, to nie jedna.
 I znowu w pokoju rozbrzmiał śmiech Sasuke.
                   Leżałam na łóżku, kiedy do pokoju weszła moja współlokatorka. Posłała mi szeroki uśmiech i zniknęła w łazience. Było koło 21, ale na szczęście jutro sobota. Założyłam słuchawki na uszy i próbowałam zasnąć.
         Szłam ciemnym korytarzem. Wyglądało jak szpital psychiatryczny. Coś mi tu nie grało. Nagle usłyszałam, jak ktoś gra na skrzypcach. Dźwięk zaprowadził mnie na sale operacyjną. Lekarz stał nad młodym chłopakiem z rozprutym żołądkiem. Był przytomny i przywiązany. Wił się z bólu, a lekarz wyjmował z niego narządy. W kącie stała dziewczyna w białym, zakrwawionym fartuchu, grała na skrzypcach. I nagle: muzyka zrobiła się cięższa. Usłyszałam wrzask i płacz. Mój wzrok, spotkał się z przeszywającym spojrzeniem tej kobiety. Obraz zaczął się do niej przybliżać i cała spocona siedziałam na łóżku. Poczułam ukucie w żołądku, sięgnęłam ręką pod kołdrę i poczułam coś lepkiego. Rozejrzałam się półprzytomna po pokoju. Na szczęście nie obudziłam Ino. Wstałam i krzywiąc się z bólu weszłam do łazienki. Podciągnęłam bluzkę. Miałam rozcięcie na brzuchu, z którego sączyła się krew.
-Co jest kurwa..- mruknęłam do siebie i sięgnęłam po wacik. Przemyłam ranę, zrobiłam prowizoryczny opatrunek tamując krwotok i położyłam się znowu do łóżka, po chwili odpłynęłam.
         Obudziłam się lekko zdezorientowana. Ino szukała czegoś w szafie.
-Czeeeeść koooochanie- powiedziała, jak mnie zobaczyła
-Nie mów do mnie kochanie. Ale cześć.
Nie usłyszałam do odpowiedzi, byłam za bardzo pochłonięta myślami. Weszłam do łazienki i zdjęłam opatrunek. Rany nie było. Patrzyłam się pusto w swój brzuch i starałam się pogodzić fakty.
-Przecież to nie mógł być sen..- mruknęłam do siebie.
Kurwa, zaczynam wariować.. Wyszłam z łazienki i się ubrałam.
-Saku.. idziesz ze mną na śniadanie?- zapytała Ino.
Nie odpowiedziałam jej. Byłam za bardzo w przytłumiona myślami, żeby ją słuchać.
-Ej, Saku?
Poczułam szturchnięcie.
-Co?
-Nie wiesz gdzie jest stołówka, prawda? Chodź ze mną na śniadanie.
Zgodziłam się.
         Na stołówce pełno typa. Szłam za Ino i powtarzałam jej czynności. Usiadłyśmy do stolika, razem z bandą, którą poznałam wczoraj. Nawet się z nimi nie przywitałam. Wszystko odbijało się ode mnie echem. Tylko co chwile słyszałam namiastkę tego wrzasku ze snu. Zaczynałam się bać. I nagle zrobił się szum. Wszyscy zaczęli krzyczeć i się szamotać. Tłum ciemnych postaci pojawił się na stołówce raniąc wszystkich uczniów. Zaczęłam krzyczeć. Chciałam uciec, ale poczułam czyjś ucisk na szyi i coś ostrego pod sercem. Zaczęłam tracić czucie i świadomość. W oddali usłyszałam skrzypce, te same co ze snu. Zamknęłam oczy i powoli zatracałam się w ciemności. Chciałam jeszcze zobaczyć co się dzieje wokół. Otworzyłam oczy i zobaczyłam sufit w moim pokoju.
-Kurwa co się dzieje!- krzyknęłam.
Nikt mi nie odpowiedział. Rozejrzałam się. Było już jasno. Ino nie było w pokoju. Sięgnęłam po telefon. Była godzina 10. Sobota. Poszłam do łazienki. Potrzebowałam wziąć prysznic. Rozebrałam się i zobaczyłam coś, czego nie chciałam zobaczyć. Zagojone rozcięcie na brzuchu. Oparłam się o ścianę i osunęłam się. Schowałam głowę miedzy nogi. Zaczęłam cicho szlochać. Nie wiedziałam co się dzieje. Siedziałam tak chwilę, ale w końcu wzięłam ten prysznic, ubrałam się i wyszłam z pokoju. Szłam wpatrzona w podłogę. Byłam głucha na wszystkie odgłosy z zewnątrz. I nagle uderzyłam w coś miękkiego. Tym czymś okazał się Sasuke. Popatrzyłam na niego nieprzytomnie. W ogóle było mi jakoś słabo. Nawet nie wiem ile dzisiaj spałam i co było snem. Ciągle czułam kłucie na brzuchu.
-Sakura? Sakura? Ej, Saku?! Słyszysz mnie?!
Czułam jego ręce na ramionach
-Tak- odpowiedziałam cicho.
-Co się stało?- zapytał patrząc mi w oczy.
Wzruszyłam ramionami uciekając spojrzeniem.
-Chodź ze mną.
Poprowadził mnie z powrotem do  mojego pokoju. Trzymał mnie w pasie, jakby się bał, że zaraz upadnę. W głębi duszy dziękowałam mu za to.
         Leżałam na łóżku, a chłopak sprawdzał czy nie mam gorączki.
-Nic mi nie jest, miałam ciężką noc- mruknęłam.
-No właśnie widzę. Ale wiesz, że w nocy, nawet w piątek powinno się spać.
-Spałam.
-Miewasz koszmary.
-Nie, tylko dzisiaj.
-Opowiesz mi?
-Nie pamiętam szczegółów.
Kłamałam, pamiętałam wszystko, każdy deseń, każdy dźwięk, i uczucie jakie mi towarzyszyło.
I znowu ukłucie w żołądku, ale tym razem było inaczej. Dłużej i intensywniej. Poczułam coś lepkiego na koszulce. Sasuke to zauważył i podciągnął ją.
-Kurwa, kto Ci to zrobił?!
Nie odpowiedziałam mu. PRZECIEŻ TO KURWA BYŁO ZAGOJONE! Ja chcę się obudzić, to tylko sen, to tylko sen.. niech to będzie pieprzony sen! Czułam ostry ból. W śnie nie czuje się bólu.. Uszczypnęłam się w udo. Dalej jestem w tej samej rzeczywistości
-Pomóż mi, Sasuke..- wymamrotałam.
-Poczekaj, zaraz wrócę.
No nie kurwa, pójdę sobie pobiegać. Rana robiła się większa i większa. Krwi coraz więcej. Łóżko praktycznie całe w czerwieni i pokój wypełnił śmiech. Okropny rechot. Coraz głośniej i głośniej. Próbowałam zatkać sobie uszy, nie mogłam się ruszyć. Rozejrzałam się nieprzytomnie. Byłam na tej samej sali, co we śnie. Przywiązana do tego samego łóżka. Widziałam jelito wyciągane z mojego żołądka. Pełno krwi. Ten śmiech i skrzypce, znowu skrzypce.
-Saku..- cichy szept
-Saku.. Sakura!- ktoś krzyknął.
Znowu byłam w swoim pokoju. Ale rana została.
Sasuke, z pielęgniarką stali nade mną.
Kurwa, pewnie wyślą mnie teraz do psychiatryka. Było mi gorąco, duszno, czułam kropelki potu na czole. Pielęgniarka ostrożnie opatrzyła moją ranę i zrobiła profesjonalny opatrunek.
Leżałam w ciemnym pokoju. Było pusto. Ino mówiła coś o jakiejś imprezie. I dobrze, chcę być sama, chociaż się boję. Nie mogłam się ruszyć. Niewidzialna siła przykuła mnie do łóżka. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i cichy głos Sasuke. Chciałam odwrócić się do niego, ale nie mogłam. Czułam bijące od niego ciepło. Zapalił światło. Mruknęłam niezadowolona.
-Zgasić?
Pokiwałam głową.
I nagle usłyszałam cichy i niski głos w mojej głowie
-I caaan see you. I przeraźliwy rechot.
Następnie ten głos zaczął mamrotać po japońsku, niemiecku i innych językach, które pierwszy raz słyszałam i coś mnie wyrwało z łóżka i uniosło pod sufit. Zaczęłam krzyczeć. Czułam łamany kark o ścianę. Uderzyłam o podłogę, szafę, kant łóżka, znowu sufit. Przed oczami Sasuke na środku pokoju. Zawał mojego ojca. Pierwsza czarna msza. Strony z biblii szatana. Orgie w piwnicy. Pierwsze ćpanie, drugie, Kłótnie z matką. I ciemność. Nic. Plamy krwi przed oczami. Spadałam, czułam się przytłoczona ciemnością. Wokół zaczęłam słyszeć wrzaski i płacz. Krzycz dziecka i matki. Śmiech. Spadałam coraz szybciej i usłyszałam dźwięk łamanych kości. Czułam coś w sobie. Popatrzyłam na swoje nogi, ale z brzucha wystawał mi drewniany pal. Zachłysnęłam się powietrzem, zakrztusiłam krwią. To koniec. Witam w piekle. 

Pierwsza notka. Miłego czytania :3 Mam nadzieję, że nie za długa ^^'

Let's go.

Ohayo gozaimasu ! 

      Witam wszystkich na moim nowym, pierwszym takim blogu. Będę tu zamieszczać one shoty z Naruto, czasem z mojego innego opowiadania, nad którymi prace jeszcze trwają [więcej szczegółów w swoim czasie]. A jeden szczegół, będzie pojawiać się yaoi. Tak więc, mam nadzieję, że z czasem będzie nas więcej. :3